Uczniowska Biesiada Barbórkowa

0
418

12 grudnia o godzinie 12. z minutami w świetlicy warsztatów szkolnych odbyła się doroczna Uczniowska Biesiada Barbórkowa. Pomysłodawczynią i główną organizatorką imprezy była Pani mgr inż. Teresa Jerużalska – nauczycielka fizyki oraz przedmiotów górniczych. Okiem rzetelnego, dyskretnego i spolegliwego menagera obejmowała każdy aspekt i każdy skrawek pola gry. Wysoka ranga zaproszonych, interesujący scenariusz, znakomite wykonanie oraz obficie zastawione stoły świadczą o tym, że jeśli się czegoś bardzo pragnie, że jeśli tylko solidnie zapukamy, to z pewnością nam otworzą. W słowach spontanicznego komentarza umościło sobie osobliwe pragnienie; chciałbym, komentując doniosłe wydarzenie, ogrzać się jeszcze raz mentalnie w jego serdecznym i przyjaznym kręgu; pragnę też zadać kłam czynnikom powodującym rozproszenie uwagi, hegemonię pospolitości, trywialności, pretensjonalnej aury i duszącego bezwładu. Większą część wyjątkowej imprezy zarejestrowano. Osoby czyniące zadość powszechnemu pragnieniu zatrzymywania chwil w obrazach, a także plikach utrwalających głosy dwoiły się i troiły. Czy zmontowane w następstwie sekwencje przeniosą uwagę odbiorcy ku temu co wzniosłe, pomysłowe i znakomicie wykonane? Niech staną na wysokości zadania, życzę powodzenia. Skądinąd wiadomo, że nawet najbardziej wyrafinowany i wyperfumowany materiał filmowy nie utrwali dominującego wyznacznika tych kilku chwil; dokona tego słowo. Wydarzenie określiło w zasadzie jedno, mianowicie: gościnność. Jak je określić, zdefiniować? Dziwne, mogłoby narobić ambarasu, zawiera obecność cudzego i podkreśla inność.  Zastanawiam się, czy tradycji osadzającej ten wyraz w raptularzu pozytywnych doznań nie zależało na przemyceniu treści stanowiących kryptonim kłopotu, zachodu? Gdybym skusił się na definicję, która jako przykład przywołałaby fenomen uczniowskiej biesiady określiłbym, co  następuje: gościnność to stan serca i umysłu, to radość powstająca na skutek odwiedzin. Radość niekoniecznie euforyczna, tubalna, za bardzo wylewna. Radość udzielająca się. Pozytywna emocja zaprowadzająca ład serca. Dawno czegoś podobnego nie obserwowałem! Dawno w czymś podobnym nie uczestniczyłem. Przybyłem jako opiekun garstki przyszłych górników z klasy 3 ges. Nagle poczułem przypływ wszystkiego co w tradycji i charakterze zapraszających najlepsze, Nagle poczułem, jak udziela mi się duma i radość. I oto w gruncie rzeczy chodziło, abyśmy się umieli raz za razem zgromadzić wokół stołu i tematu. Abyśmy sobie mogli, ten kto może, ten, komu wypada, za stołem pośpiewać i przed stołem potańczyć. Dobrze, że tu przybyłem. Dobrze, że tu jesteśmy.

Nie podobna uciec od frazeologii piłkarskiej i biblijnej. Jeśli się te tradycje w punkcie zetkną, będziemy mogli ze sporym prawdopodobieństwem sukcesu opowiadać o Św. Barbarze, górnikach, katabazie i wydobyciu. Są takie mecze, o obliczu których decyduje gra jednego zawodnika. Gdybyśmy spotkanie traktowali w kategoriach sportowych, moglibyśmy stwierdzić, że był to mecz Damiana Wielika z klasy IV a. Zachwycił wyjątkowymi walorami osobowości, nadzwyczajną kulturą, otwartością, umiejętnym czytaniem gry, bystrością, sytuacyjnym sprytem. Tym wszystkim nie tylko nie przytłaczał; przeciwnie: mobilizował kolegów, którzy również jako konferansjerzy, aktorzy, sprawozdawcy, śpiewacy i tancerze stanęli na wysokości zadania. Damian zrealizował wzorowo pomysł i scenariusz biesiady. Płynne przejścia między stałymi fragmentami a brawurowymi akcjami na polu karnym przeciwnika wywoływały niewymuszony podziw odbiorców. Stałymi fragmentami nazywam prezentację źródeł wiedzy na temat przeszłości i przyszłości branży. Na podkreślenie zasługuje także aktywność Łukasza Kozłowskiego i Szymon Dulibana – najbliższych kolegów niekwestionowanego lidera. Brawurowa akcja na polu karnym przeciwnika to udział w przezabawnym skeczu tyczącym niełatwych relacji między Śląskiem i Mazowszem (nazwy słynnych zespołów folklorystycznych) oraz jeszcze trudniejszej górniczej doli. Wiedząc, dlaczego Damian najlepiej (poza mundurem górniczym) czuje się w getrach, batkach i trykocie, nie utyskujcie zanadto z racji nadmiaru futbolowych przenośni. Trzeba w tym miejscu oddać sprawiedliwość nie tylko naszemu bohaterowi, ale także osobom, które go ukształtowały. Najwyższe uznanie kieruję pod adresem rodzinnego domu. Był podczas występu taki moment, okoliczność uwolnienia emocji, przezwyciężenia tremy, nabierania pewności; potwierdziło go oświadczenie (bezpretensjonalne, szczere): teraz będę mówił, czyli godoł po swojemu. Powiem coś od siebie, językiem domowym, pierwszym. Mów sobie, godoj, mów.